O wspólne Bieszczady (przyczynek do dyskusji)

W ostatnich latach Bieszczady dostały nieprawdopodobną szansę. Ostatnia dekada to niezwykle dynamiczny rozwój bazy turystycznej w ogóle, a w Bieszczadach Wysokich w szczególności. Najlepiej zmiany te są widoczne z okien samochodu pędzącego małą i dużą obwodnicą. Nowe pensjonaty, restauracje, wypożyczalnie sprzętu turystycznego. 
Ten rozwój, w moim głębokim przekonaniu, odbywa się w znacznym stopniu dzięki pokoleniom wiernych, niegdysiejszych plecakowiczów, którzy zarażeni atmosferą, ludźmi, krajobrazem, historią tych gór przez lata zachowali w sercach miłość do tego zakątka Polski. Wiem, że tak jest, bo większość naszych gości przyjeżdża do nas już „naznaczona Bieszczadem”. Wciąż, mimo upływu wielu lat z uśmiechem wychodzą w góry na jeden ze świetnie znanych sobie szlaków. Chwała tym ludziom, za ich wierność i wciąż żywe emocje. 
Jednak poza martyrologią, kombatanctwem i wspomnieniami, które skądinąd mają wartość bezcenną, musimy odnieść się, jako społeczność do wyzwań, które przed nami.

Kierunek: rolnictwo

Walka o ekologię ma w Bieszczadach długą historię. Tak naprawdę sięga roku 1947. Zaczęło się dramatycznie i raczej drastycznie. W sposób charakterystyczny dla minionego bezpowrotnie ustroju niesprawiedliwości społecznej. Akcja Wisła. Ta w sposób skuteczny i radykalny rozwiązała problem przeludnienia. Można wręcz powiedzieć - wyeliminowała go na bardzo długo. 

Później też nie było lepiej. Co prawda przez pięćdziesiąt lat Bieszczady widniały na mapie kraju, ale władza ich nie lubiła. Dawała o tym do zrozumienia na każdym kroku i w każdej sprawie. Jeszcze na początku lat osiemdziesiątych warunki życia w tych górach nawiązywały do przełomu XVI i XVII wieku. Infrastruktura żadna, zaopatrzenie żadne, perspektywy żadne. Nieliczni turyści postrzegani byli jedynie przez pryzmat miejsca, które niepotrzebnie zajmowali w Pekaesie. O ile przyjechał, rzecz jasna. W Gieesie obcy kupujący chleb czy mielonkę w puszce byli zwykłymi najeźdźcami. No cóż, rynek permanentnego deficytu rządził się brutalnymi prawami. W owym czasie w Bieszczadach nie brakowało jedynie świeżego powietrza. Nie było żadnej koncepcji rozwoju, a ówcześni decydenci uważali, że tak jak jest, jest pięknie. Był moment, że jeden towarzysz wyrwał się przed szereg i chciał wzorcowo orać te góry. Nazywał się Kiszczak. Szybko mu jednak przeszło, gdy okazało się, że koszty jazdy traktorów i kombajnów w tych okolicznościach przyrody są wprost horrendalne. Co innego konie, ale to przecież nie honor. Rozwinięta gospodarka socjalistyczna, a tu takie średniowiecze. Później był jeszcze kombinat w Ustianowej. Inicjatywa antyekologów partyjnych, ale to już była klęska totalna. Ktoś coś poplątał w papierach. Miał być inny zakład, wyszedł inny. Ciszej nad tą trumną. Oczywiście siedzieć nikt nie poszedł. Żeby była jasność.

Darmowe statystyki

              

nasze, Bieszczady, noclegi, nocleg, agroturystyka, pokoje gościnne, pensjonat, hotel, spanie, kwatery, turystyka, zakupy, sklepy, sklep, kawiarnie, kawiarnia, restauracja, bar, Krzywe, Krywe, Przysłup, Kalnica, Strzebowiska, Smerek, Wetlina, Stare, Sioło, Siolo, Manhattan, Cisna, Ustrzyki, góry, połoniny, połonina, posiłki, wyżywienie, wino, sylwester, podkarpackie, podkarpacie, Rzeszów, rzeszowskie, Hnatowe Berdo, Tarnica, Wetlińska, Caryńska, Solina, Polańczyk, Stowarzyszenie Rozwoju Wetliny i Okolic